Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowości na półce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowości na półce. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 maja 2013

09.05.2013 - Kwietniowo-majowe Łowy - płytowe podsumowanie miesiąca ;)

      Ostatni miesiąc (kwiecień) był bardzo burzliwy. Przyniósł on nie tylko postęp w pisaniu pracy (która wciąż jest "in progress"). Przede wszystkim, niestety wbrew obietnicy danej sobie i rodzicom, przyniósł on spory rozwój w mojej kolekcji. W tym okresie postanowiłem zaszaleć i kupiłem płyty Vangelisa, którego dyskografię wciąż poznaję (na razie zatrzymałem się na "Invisible Connections" z 1985, "The Mask" z tego samego roku wciąż przede mną).
      Miesiąc formalnie już minął - większość zakupów miała miejsce w kwietniu. Pełne 30 dni od ostatniego jednakże nie upłynęły więc pochwalę się też najnowszymi zdobyczami. Mam nadzieję iż nie będę przynudzać. :) Mam potrzebę chwalenia się. ;_;
      Aby sprawiedliwości stało się zadość, zacznę chronologicznie. 8 płyt. Tyle samo, ile Jarre nagrał utworów na płycie Chronologie. Elektroniczny oktet (no, u mnie to nie do końca elektroniczny ale czytajcie dalej :P). Aby nie zapychać posta obrazkami, będę podawał linki do Discogs. Uważam to za rzetelne źródło informacji muzycznej (które także współtworzę).
      Zacznę od płyty najpierwszej na liście moich łupów. Jest to Vangelisowe "Reprise 1990-1999", które kupiłem za 15 zł. Cena atrakcyjna i to za składankę. Płyta nie była w złym stanie. Aby dopełnić opisu i mojego sprawozdawczego obowiązku, dopowiem iż jest to promo. Tak, kupiłem promo za 15 zł. A teraz w tym sklepie mają zwykłe wydanie za 20 zł. :)  Prawdopodobnie jest to kolejna historia która będę zanudzał ludzi.
      Następne dwie pozycje, zdobyte tego samego dnia, to "Kill 'Em All" Metalliki i "Reign In Blood" Slayera. Oba to kamienie milowe thrash metalu. Na obu pojawiają się kawałki kultowe, grane niemalże na każdym koncercie np. Whiplash czy Angel of Death. Na dodatek, moje wydanie Reign in Blood to wydanie deluxe, poszerzone o 2 utwory (5,5 minuty muzyki). Są to  remix "Criminally Insane" i studyjna wersja "Aggresive Perfector" (do tej pory znalem tylko koncertową wersję zamieszczoną na "Live Undead" z 1984).
     Niecałe dwa tygodnie temu byłem też na Warszawskiej Giełdzie Płytowej. Zamiast na gwałt czytać lektury do mojej pracy, szlajałem się po Hybrydach w poszukiwaniu złotego runa fajnych płyt. Czy mi się udało? Oceńcie sami. :) Jak wszystko w życiu, każda rzecz i wydarzenie ma swoje + jak i - (niektórzy badacze tej problematyki wyróżniają takie twory jak plusy dodatnie i plusy ujemne, por. Lech Wałęsa :)). Stąd też dość mieszane są moje uczucia.
     Udało mi się kupić za 45 zł deluxe wydanie nowego albumu Depeche Mode ("Delta Machine", 2013). Odsyłam Czytelników do recenzji . Niestety, okazało się, że to pirat. Przepłaciłem za ruską podróbkę. Ale nie wyrzuciłem. Trudno się mówi. :) Oto i ona - Delta Machine . Szejm. ;_;
     "Plusem dodatnim" natomiast jest inna zakupiona tego dnia płyta - "Decade Of Aggression" Slayera, wyd. 2006. Jest to dwupłytowy album koncertowy zarejestrowany podczas kilku koncertów promujących niezwykle udany album "Seasons In The Abyss" (1990). Tutaj mamy prawie cały album wykonany na żywo (ale utwory pochodzą z różnych koncertów z 1990-1991) poza utworem Temptation (wyróżniającym się ze względu na wyraźny współudział Kerry'ego Kinga na wokalu, razem z Tomem Arayą). Nie wolno też zapomnieć o klasykach Slayera - Hell Awaits, The Antichrist, Black Magic, Angel Of Death, Captor of Sin, South of Heaven. Jest to niezwykle udane wydawnictwo. Pewnego rodzaju "the best of". Szkoda, że niedługo po zakupie dowiedziałem się o śmierci gitarzysty Slayera - Jeffa Hannemana. [*]
    Nieco ponad tydzień temu znowu zaszalałem. Przedmiotem (i materialnym punktem odniesienia dla kolejnej historii) mojego szaleństwa jest "Chariots Of Fire". Pewnego dnia postanowiłem jeszcze raz posłuchać tegoż albumu. W międzyczasie łaziłem po sklepach z płytami i zauważyłem ją za 20 zł. Właśnie to sprawiło iż włączyłem, niejako instynktownie, ten album na moim iPodzie. Jako iż słuchałem w lepszych (niż autobusowe) warunkach to moje zdanie na temat muzyki zawartej na tym krążku się poprawiłem. Podczas odsłuchu siedziałem także w BUWnie i szukałem książek. Jak postanowiłem "świętować" ? Ano poprzez kupno niniejszej płyty! :D W ten sposób mam dwie płyty Vangelisa w kolekcji. Jak polubię całą dyskografię (a przynajmniej przesłucham) to w Discogs utworzę folder "Vangelis". Na razie jego płyty są nieprzypisane do żadnego folderu (poza oczywiście ogólnym).
      Teraz czas na majowe trio grande. :) Czyli moje wtorkowe (07.05.2013) zakupy. :) Jest się czym chwalić gdyż wtorkowa trójca płytowa została kupiona za 50 zł. Każdej poświęcę osobny akapit. Mam nadzieję iż będą równie interesujące jak moje poprzednie wywody. :)
      Każdy chyba wie jaki jest ulubiony sport Kraftwerków. A jak nie to odsyłam do... "Tour De France 2003" (singiel CD). Tak, Ralf i spółka uwielbiają jeździć na rowerze. Swego czasu Ralf nawet brał udział w TdF. :) Historia ta zaczyna się w 1983 i wydaniem singla. W 2003 r. wyszedł album "Tour De France Soundtracks" i jednym z singli był właśnie rzeczony TDF 2003. Muzycznie jest super - nowy materiał, w końcu. Gorzej ze stanem płyty. :( EAC wyrzucił mi dziwnego loga a i długo się męczył z korekcją błędów (w jednym momencie były 3 czerwone paski!). Odsłuch OGG wczorajszy nie przyniósł żadnych słyszalnych zakłóceń itp.
     Fanom TD nie trzeba przypominać o wręcz nieprzebranej obfitości składanek. Jedną z nich jest "The Collection". Nie miałem większych problemów przy zgrywaniu tej płyty. Zawiera ona głównie posiadane przeze mnie już kawałki z The Pink Years i "White Clouds" z albumu "Green Desert" (1986, remixy z 1984-1986, pierwotnie nagrane w 1973). Próbowałem dopasować swoje wydanie do tego co jest już na Discogs ale musiałem utworzyć nowy wpis. Przynajmniej punkty sobie nabiłem. :D Jeszcze tej płytki nie zdążyłem przesłuchać.
     Trzecią z zakupionych w "trójpaku" płyt jest... "Phaedra". Jest to późniejsze wznowienie wyd. z 1985. Niestety niewiadomo z którego roku. Jest tp też płyta w najlepszym stanie spośród zakupionych przedwczoraj. EAC tylko raz użył korekcji błędów (jeden pasek, gdzieś na samym końcu). Jest to jednocześnie moja trzecia Phaedra w kolekcji. :D Mam późniejsze wznowienie wyd. z 1995 (Virgin Definitive Edtion) i winyla z 1974. Słuchałem dzisiaj tej "nowej" Fedry, świeżo zgranej. Brzmi super, krystalicznie czystko i subtelnie. Nawet znośnie się słuchało tytułowej kompozycji na poziomie -25 dB w autobusie. Nieprzypadkowo o Phaedrze napisałem na końcu. 3+3. Kupiłem 3 płyty i mam 3cią wersję Phaedry u siebie. :)
     To już koniec moich opowieści o nowościach na półce (a raczej półkach). Kolekcja rozrosła się do 186 pozycji a praca licencjacka do 26 stron. Mam nadzieję iż niniejszy tekst był ciekawy oraz nie przynudzał. Następne płyty - po obronie! Tym razem obiecuję. :) Mam nadzieję, że uda mi się obronić jeszcze w czerwcu.

czwartek, 7 lutego 2013

HeheHeaven - "recenzja" nowego singla Depeche Mode - 07.02.2013

       Witam Was w nowym roku! ;) Jako, że dawno nic nie pisałem a pojawiła się okazja (i "Zeit" by napisać) to postanowiłem z niej skorzystać. Miłego czytania i słuchania! ;)
       Otóż wczoraj odebrałem zamówiony w Empiku świeżo wydany singiel Depeche Mode - "Heaven". Nawet w dwóch wersjach. ;) Zrezygnowali chyba z podziału na "zwykłe" single i "limitowane" bo na ostatnim singlu też tego nie ma ("Personal Jesus 2011", promujący składankę "Remixes 81-11"). Wynikać to może z tego iż jest tylko jedna wersja CD tego singla. Tutaj mamy zmiany już na poziomie wytwórni (Columbia wydała, Sony wytłoczył). Mute wciąż jest. Od 1981, debiutanckiego singla DM "Dreaming Of Me". ;)
       Jak pewnie wiecie (a jak nie to Was informuję :P), Depeche Mode w tym roku (w marcu dokładniej) wydaje nowy album, zatytułowany "Delta Machine". "Heaven" jest singlem, który ma go zapowiadać, prezentować nowe brzmienie zespołu. W każdym razie cena jest bardzo kusząca - tylko 12 zł (a jak się odbiera w Empiku to nie płaci się za wysyłkę). Nie mieli na stanie w dziale z płytami, jak na razie jest tylko na zamówienie. Sorry za reklamę ale przy tak tanim zakupie to wysyłka jest bardzo kosztowna. :)
        Do rzeczy. Dzisiaj rano przesłuchałem obu singli na iPodzie. Nie chciało mi się słuchać na kompie z płyt. ;) Recenzja zawiera subiektywne odczucia związane z pierwszym przesłuchaniem. Mimo iż utwór "Heaven" był dostępny na YT, nie sięgnąłem po niego. Czekałem i pościłem aż do dzisiaj kiedy go włączyłem. Nie chciałem "piracić" :P Jakie są moje odczucia? Czytajcie dalej. :)
       "Właściwą" część recenzji zacznę od warstwy (poli)graficznej. "Heaven", zarówno zwykły jak i remixowy, zostały wydane w tekturowej kopertce, tak samo jak wspomniany wyżej "Personal Jesus 2011". Okładka przedstawia skute lodem drzewa. Ponadto zaprezentowane też jest nowe logo zespołu - strasznie brzydkie moim zdaniem. Z "tyłu" singla jest ukazana okładka nadchodzącego albumu - również nieciekawa i nieprzyciągająca uwagi. 2/3 "tyłu" zajmuje zdjęcie zespołu - chłopaki nic się nie zestarzeli. ;) Gahan chyba zapuścił wąsy. ;) Okładki obu singli (niemalże identyczne) wrzuciłem pod treścią posta. Mam nadzieję, że się podobają. :P Mi nie przypadły do gustu ale z porą się wyrobili - jeszcze jest zima. ;) Wczoraj nawet śnieg padał u mnie! ;) Nadruki na płytach też są nieciekawe - czarne ale z różnokolorowym "D" wg nowego logo zespołu (na "zwykłym" - ciemnoniebieskie, na "remixowym" - ciemnoczerwone). No cóż, warstwa graficzna singla jest dość słaba i nijaka. Nic nie odnosi się do samego singla, może raczej do brzmienia, które jest dość chłodne. Singiel też wyszedł na winylu ale nie zbieram winylowych singli bo nie posiadam stosownego odtwarzacza do nich. ;)
        Czas na przynajmniej krótki opis tego co jest najważniejsze - zawartości muzycznej obu płyt. Tak jak wspomniałem wcześniej, nowy utwór DM brzmi dość chłodno.Tytułowy "Heaven" kojarzyć się może z... "Condemnation" z Songs Of Faith And Devotion (1993), który również był wydany jako singiel ("zwykły", nie promujący - ten album był promowany przez singla "I Feel You"). Z tym, że, moim zdaniem, "Condemnation" jest lepszy. "Heaven" jest dość nudny moim zdaniem. Nie rozgrzewa, taki nijaki. Sporo gorszy i ubogi brzmieniowo od poprzedniego albumu - "Sounds Of The Universe". Chociaż taki "Wrong" też jest ubogi brzmieniowo lecz w tym przypadku wyszło mu na dobre - jest to świetny kawałek i liczę, że, jeżeli pojawię się na koncercie Depechów w Warszawie, będę mógł go usłyszeć. "Heaven" jest po prostu "Wrong" moim zdaniem. ;) Nieco lepszy (ale tylko nieco) jest B-Side - "All That's Mine". Znajdzie się on na Deluxe wersji "Delta Machine", która zostanie wzbogacona bogatszą książeczką i czterema dodatkowymi utworami (w tym wspomniany "All That's Mine"). Oceniając podstawową wersję singla muszę stwierdzić iż nowy album może być słaby. Nie ma tego czegoś, tego brzmienia. Jest to krok w tył w porównaniu do tego, co DM zaprezentowali w 2009 na "Sounds Of The Universe". Możliwe iż album będzie dość dobry ale wybór "Heaven" na "promotora" jest zdecydowanie nietrafiony. Nie spodziewam się hitów na miarę klasyków DM pokroju "Master And Servant" czy "Enjoy The Silence" lub "Everything Counts" (notabene, wszystkie wspomniane kawałki bardzo lubię i wyszły jako single). "Heaven" uznaję za chyba najsłabszy singiel DM jaki kiedykolwiek wydali. Spodziewałem się czegoś więcej, bardziej w klimatach poprzedniego albumu, wyprodukowanego również przez Bena Hillera. Ale za to nadrabia ceną - 12 zł za "trailer" nadchodzącego albumu to dość atrakcyjna cena. Żeby też album był wyceniony na tyle... :) Ocena: 2/5. Wielkim plusem jest cena.
       Drugi singiel "Heaven" zawiera podstawową wersję tego utworu oraz cztery remixy. W sumie pięć utworów. Nie będę się powtarzał, warstwa graficzna nie jest drastycznie zmieniona w stosunku do "zwykłego" singla. Cena, na szczęście, też nie. ;) Nie zamierzam również dublować swoich krytycznych słów na temat tytułowego utworu, stąd skupię się na ocenie samych remixów.
      Jak zwykle, jestem rozczarowany. Można do nich potańczyć ale nie są przeznaczone do codziennego odsłuchu, raczej na dyskotekę czy do "ładowania baterii" (raczej tych kraftwerkowych z "The Robots" / "Die Roboter" niż metallikowych z "Battery" :P). Pozwolę sobie krótko skomentować każdy z remixów
      Zdecydowanie najlepszy spośród zamieszczonych jest Owlle Remix. Moim zdaniem jest lepszy od oryginalnej wersji utworu (co się rzadko zdarza) ! Niestety, każdy następny remix jest już słabszy. Drugim w kolejności jest ostatni remix - "Matthew Dear Vs. Audion Vocal Mix". Trzecim znośnym według mnie remixem jest "Steps To Heaven Remix". Najgorszym spośród wybranych przez zespół i dopuszczonych do oficjalnej publikacji (mam nadzieję, że taka była procedura :P) jest "Blawan Remix". Jest gorszy od oryginału. Strasznie dużo basu. W sumie na 4 remixy, dwa są dobre (w tym jeden bardzo dobry). To i tak lepiej niż na "Personal Jesus 2011" gdzie mamy 5 remixów - jeden bardzo dobry, jeden dobry i trzy najwyżej średnie. Myślę iż 3/5 mógłbym postawić remixowemu singlowi "Heaven". Gdyby nie "Owlle Remix", pewnie byłoby 2/5.
      Jeżeli nie jesteście głodni i nie wiecie co zrobić z zawrotną kwotą 25 zł (oraz lubicie DM) - możecie kupić sobie oba te single. Raczej dla fanatyków i dyskografów. Pozostałym powinny wystarczyć MP3 z neta. :P Jak już pisałem, zdecydowanie gorsza forma zespołu niż na "Sounds Of The Universe". Ale jedna jaskółka wiosny nie czyni więc czekam na "Delta Machine". Nie skreślam tego albumu tylko z powodu słabego singla-"promotora". Jak to mówią angole i amerykańcy - Stay Tuned! :)

Poniżej przedstawiam okładki:


Okładka "zwykłej" wersji singla
Okładka "remixowej" wersji singla
Oba obrazki są w formacie JPG o rozdzielczości 200x200 pikseli.

Źródło: Discogs (zmniejszyłem rozmiar tylko - pierwotnie było 600x600 pikseli).






Próbki audio - źródło: YouTube.
Próbka nr 1 - oficjalny teledysk do "Heaven"



Próbka nr 2 - "Heaven (Owlle Remix)




Próbka nr 3 - "All That's Mine"


Tracklisting obu singli (tak jak jest to zapisane na "tyłach" singli):

Heaven "zwykły":
  1. album version
  2. all that's mine (deluxe album version)
Heaven "zremixowany":
  1. album version
  2. owlle remix
  3. steps to heaven remix
  4. blawan remix
  5. matthew dear vs. audion vocal mix

czwartek, 27 września 2012

27.09.2012 - Nowości na półce - odc. 2

No, nie takie nowe ale dopiero teraz się nimi chwalę. Krótko będzie bo tylko 2 płyty.

Tangerine Dream - Sorcerer - soundtrack do filmu "Cena Strachu" Williama Fredkina (remake filmu z lat 50.). Oryginalnie wyszedł w 1977.  Jeden z najlepszych soundtracków TD. Na koncertach pojawiał się "Betrayal (Sorcerer Theme)" (np. na albumie "Valentine Wheels" jest wersja z Londynu, 1997). Kupiłem wznowienie na CD z 2002.


Fragmenty albumu:


Betrayal (Sorcerer Theme) - ok. 3,5 minuty
Grind - ok. 3 minut
Creation  - ok. 5 minut
Abyss - ok. 7 minut
Impressions Of Sorcerer - ok. 3 minut



Tangerine Dream - Tangines Scales - składanka TD. Jedna z wielu. Co rok to prorok. ;) W 2007 roku zaspamowali swoją dyskografię mnóstwem składanek. To jest jedna z nich, wyd. 2007. Co prawda mam box set "The Electronic Journey" w którego skład wchodzi ta składanka (jedna z 10 płyt) ale przynajmniej mam oddzielnie oryginał. ;) Składanka zawiera tylko jeden nowy utwór - House Of The Rising Sun (Southend Mix).


Barbakane - ok. 6 minut (remix z 1995)
Horizon (Warsaw Gate Mix) - ok. 8 minut - wbrew nazwie jest to tylko wycinek a nie remix.
Storm Seekers - ok. 5 minut - fragment utworu Storm Seekers / Cool Shibuya
Teetering Scale - ok. 4 minut
Underwater Twilight - ok. 6 minut

To wszystko na razie. :) Miłego słuchania i czytania! :D

czwartek, 13 września 2012

13.09.2012 - Nowości na półce :)

O ile na półce przybyło co nieco to niestety w życiu naukowym się pokomplikowało. Egzamin zdany? Praktyki rozliczone? Niby idealnie ale NIE. Nie mam wpisów z dwóch przedmiotów. ;____________; Indeks i kartę trzeba rozliczyć do 20.09.2012. Fajnie. Jak się nie wyrobię to co? Wywalą mnie? MNIE? :D
Ten post miał nie być o narzekaniu. Więc wracam do meritum sprawy czyli nowych PŁYT. :) A tego nieco przybyło, wg Discogs - sztuk 4 + nieco więcej. Kilka Beatlesów które dostałem od ojca + związane z nimi (debiut Juliana Lennona). Najpierw najnowsze nabytki. Cały swój hajs wydałem na... 2 płyty. Normalnie milioner ze mnie - 85 zł, majątek. ;) Jak na mnie. :)

A o to moje małe co nieco:

Pergamon - Tangerine Dream, 1986 Caroline Records. Amierikańskij CeDek. xD Ciężko dorwać stare wydanie (potem było wznowienie w 1996 i w tym roku wznowiono). Zwykle jak jest to kosztuje ok. 100 zł. Mnie się udało kupić za 30. W świetnym stanie. No, mam też "Tangram" (Virgin, 1984, fioletowy a nie czerwony). Czyli komplecik. ;) "Pergamon" jest albumem koncertowym (pseudo, gdyż jest to zremiksowany materiał z dwóch koncertów z dnia 31.01.1980). Jak już wspomniałem, na cały album składają się fragmenty z dwóch koncertów. Jest to kluczowa data w historii Tangerine Dream z dwojakiego powodu. Po pierwsze - debiut nowego członka - Johannesa Schmoellinga (1979 (?) / 1980 - październik 1985) a po drugie - oba koncerty tego dnia są ostatnimi improwizowanymi występami grupy. Niestety znany jest tylko wieczorny koncert (Tangerine Tree nr bodajże 17). Na szczęście na oba utwory z tej płyty składają się części z obu koncertów. Ponadto pojawiają się motywy, które wrócą jeszcze w tym samym roku - na albumie studyjnym "Tangram". "Pergamon" zadebiutował w 1980 roku na winylu jako "Quichotte" (nakładem wytwórni Amiga). Wyszedł tylko w Niemczech. W 1986 roku Virgin wydał ten materiał na CD. Szczególnie warto zwrócić uwagę na solo (piano) grane przez Johannesa.

Quichotte Part 1 - 23 minuty
Quichotte Part 2 - 23 minuty
Quichotte Part 1 (fragment) - samo solo Schmoellinga

Are You Sequenced? - Klaus Schulze, 1996, Eye Of The Storm. Miałem niebywałą okazję kupić za 40 zł dwupłytowe wydanie tegoż albumu. CD 1 - album. Nietypowa w swej konstrukcji suita. Składa się z 11 części. Każda z nich bazuje na motywie (sekwencji) zaproponowanej w części pierwszej (Welcome To The Moog Brothers). Każda kolejna ją rozwija i przekształca. Zachowana przy tym jest ciągłość. Jest to brzmienie zupełnie odmienne od tego, co Schulze zaproponował na "In Blue" (jego studyjny album z 1995 roku). Zresztą tytuł zachęca do przesłuchania - tu jest to, co Schulze potrafi najlepiej - SEKWENCJE. Sekwencer pracuje non stop. Przez bite 80 minut. Pierwotnie materiał znajdujący się na tym albumie został zagrany w kwietniu 1996 na koncercie lecz został poprawiony w studiu i znalazł ujście na tym oto wydawnictwie.
Płyta druga jest już zgoła odmienną rzeczą. Często uznawana za pomyłkę, czego dowodzi fakt iż "Are You Sequenced?" zostało wznowione już w 1997 w postaci pojedynczego CD z albumem. Wracając do drugiego kompaktu, na nim są remiksy (nie Made By Schulze ale m,in przez kolabolatora Pete'a Namlooka - obaj panowie mają wspólnych kilka albumów) fragmentów z płyty "właściwej". W żadnym innym wydaniu tej płyty nie ma, poza pierwszym, z 1996. Obecne wydanie (2005-2007, nie pamiętam z którego roku) również zawiera 2 CD ale zamiast remiksów jest zupełnie inny utwór. Tak więc są one eKSkluzywnym ( :D) bonusem do tego wydania. Dawno ich nie słuchałem. Spotkałem się z opinią iż jest to "ordynarne techno". Mogło być gorzej - dubstep. xD
Zestawik w świetnym stanie upolowałem za 40 zł.

Fragmenty z YT:

Vocs In The Dark I  - 5 minut
Vocs In The Dark II  - 10 minut

Tym oto sposobem pogodziłem swoje dwie miłości muzyczne - Tangerine Dream i Klausa Schulze. Kupiłem ich płyty i siedziały one w jednym plecaku. :D

Jeszcze mam 1-2 płyty do opisania. Tym razem będzie krótko.

Pod koniec sierpnia, w Gazecie Wyborczej (vel Gazecie Wybiórczej ;)) ukazało się wznowienie albumu "The Symphonic Jean Michel Jarre" (2006). Jest to próba zagrania najsłynniejszych kompozycji JMJ przez Praską Orkiestrę Symfoniczną. Na 2 płytach mamy np. Oxygene 4, Magnetic Fields 1 i 5, Chronologie 2. Każda z płyt wyszła oddzielnie i pod wspólnym tytułem "Jean Michel Jarre Symfonicznie". Z Jarre'a dawno nic nie kupowałem (z kilka lat to by było pewnie, ze 2 może). Traktuję te wydawnictwo jako ciekawostkę. Nawet nie słuchałem. Dopiero dzisiaj na kompa przegrałem (po uporządkowaniu statusu na Discogs - nieco z tym roboty było).

Płyta 1sza
Płyta 2ga

Fragmenty z YT:
Chronologie 1
Oxygene 13
Equinoxe 4
Rendez-Vous II

No, to by było na tyle. Może kiedyś napiszę posta o winylach które dostałem od Ojca. Na razie musi Wam wystarczyć czytanie o ostatnio zakupionych CD. :) Miłego czytania i ew. słuchania. :)

niedziela, 5 sierpnia 2012

151 & Magical Mystery Tour (recenzja)

            Dzisiaj kupiłem sobie płytkę: The Beatles: 1962 - 1966. Składanka (2 CD), remasterowana. Z hitami takimi jak "Love Me Do", "She Loves You", "Can't Buy Me Love", "Help!" czy "Norwegian Wood". Razem z jej drugą "częścią" (1967-1970) stanowi idealne wprowadzenie do muzyki Beatlesów. Po prostu: "Meet The Beatles" ;) (w US taki tytuł miał ich 2gi album - "With The Beatles"). Niestety już pierwszego dnia rozerwałem nieco tył pudełka i miejsce na płytę #1. Jestem wkurwiony. Na siebie. Tył zakleiłem naklejką ale w środku widać. Jednocześnie jest to moja 151sza płyta w kolekcji :) Teraz zbieram do 300 :D a potem 500 i 1000 :D Starzy się wykosztują bo próg 300 zamierzam osiągnąć przed końcem magisterium ;>

1962 - 1966 (cały album)  - ok. 60 minut, oba CD, tzw. "Red Album".

           W drodze powrotnej z zakupów, puściłem sobie "Magical Mystery Tour" (album, nie 2xEP). Wydane zostało w 1967, tak jak Sgt. Pepper. Rozczarowałem się. Brzmi nieco jak odpady z sesji nagraniowej do wspomnianego albumu. Najsłabsze wydawnictwo Beatlesów. Nie jest złe. Poziom zaniżają nagrania z singli które zostały dorzucone do wersji albumowej (jedyna wersja amerykańska która stała się "kanonizowana" i weszła do kanonu). Spodziewałem się czegoś lepszego po "Flying" (instrumental) czy "Strawberry Fields Forever". Wszystko zaczyna się & kończy dość dobrze bo nasza Magiczno-Tajemnicza Podróż zaczyna się na stacji "Magical Mystery Tour" a kończy na przystanku "All You Need Is Love". ;) Naszą wyprawę urozmaica "I Am Walrus", przyjemna piosenka z przyjemnym, psychodelicznym tekstem i śpiewem Lennona. Mile brzmi także "Your Mother Should Know". Najsłabszym ogniwem tego wydawnictwa jest epkowy "Blue Jay Way", śpiewany przez Harrisona. Okropny kawałek.
          Może moje złe wrażenia wynikają z tego iż słuchałem w samochodzie? W każdym razie nie chcę pochopnie wystawiać oceny, więc kiedy indziej jeszcze raz przesłucham. 4, góra 4+ (z mocno naciąganym +) wydaje się być sprawiedliwą oceną. Gdyby to była sama epka, 4+ byłoby gwarantowane a może bym myślał nad 5-. U mnie na kompie mam zarówno album jak i 2x EP (tak, podzieliłem sobie na 2 EPki bo tak było wydane).

Magical Mystery Tour (cały album) - ok. 35 minut.