środa, 26 czerwca 2013

26.06.2013 - Przedkoncertowa recenzja „Radio-Aktivität”

         „Radio-Aktivität” jest piątym albumem Kraftwerk i zarazem pierwszym zrealizowanym w „złotym” składzie RFWK (Ralf, Florian, Wolfgang, Karl). „Budowa” tej płyty jest typowa dla Kraftwerk – jest to tzw. concept album. Album zbudowany w oparciu o pewien pomysł, ma coś co spaja poszczególne utwory. Kraftwerk nigdy nie zrobił np. elektronicznej wersji tzw. rock opery ale koncentruje się na monograficznym przedstawieniu jednego tematu. Zarówno spojrzenie z perspektywy pars pro toto (łac. część za całość) czyli słuchanie poszczególnych, wybranych utworów jest równie satysfakcjonujące jak totum pro parte (łac. całość zamiast części) – czyli po prostu cała płyta leci wprost do ucha słuchacza.
         Kraftwerk bowiem od niedawna postanowił przygotowywać i grać serie koncertów na których prezentują całe swoje klasyczne albumy (to jest od Autobahn z 1974) do Tour De France Soundtracks z 2003). Wydarzenia te, określone nieoficjalnie jako Retrospektywy, odbiły się szerokim echem i entuzjazmem wśród fanów. Każdy zapewne ma swoją listę życzeń do Ralfa – jedni marzyli o Kometenmelodie (które się pojawiło ale nie jako tzw. Kometenmelodie 3 – gdzie obie części poprzedzała krótka, niemiecka introdukcja z Goethego1), inni zaś zapewne Spiegelsaal (Hall Of Mirrors) chcieliby usłyszeć, które ostatni (i zarazem pierwszy) raz mogliśmy usłyszeć podczas występów podczas trasy promującej inny, kultowy już album „Beatlesów elektroniki”2 - Computer World (1981). Warto też nadmienić iż zespół po raz pierwszy odwiedził też nasz kraj. Spacelab wylądowało m.in. w Metropolis Warschau3 czy też Katowitz4. ;)
         Tematem tego tekstu nie jest słowny (tekstowy?) misz-masz o Kraftwerk ale recenzja albumu Radio-Aktivität z 1975. Nie będzie to typowe dla mnie opowiadanie z elementami recenzji (lub też vice versa) ale typowa recenzja.
         Okładka jest prosta i zarazem wyrazista do bólu. Z „przodu” (tzw. front cover) mamy przód Deutscher Kleinempfänger5 (głośnik i dwa pokrętła, stylizowane na trójwymiarowe). Z tyłu zaś (tzw. back cover) mamy jego tył i naniesione detale typu tracklisting, kod kreskowy itp. Nic tylko podłączyć gramofon i włączyć... Radio-Aktivität na winylu. :) Wkładka przedstawia jedno ze zdjęć kwartetu (bardzo przystojnego zresztą, w garniturach – fanki pewnie wzdychają do tych fotek a i 66letni obecnie Ralf się prezentuje współcześnie jakby był co najmniej o 15-20 lat młodszy – Tour De France robi swoje ;)) oraz jedną z grafik autorstwa Emila Schulta (przyjaciela zespołu jak i „nadwornego” grafika a także jednego z „tekściarzy”). Możliwe iż wkładka jest bardziej bogata w innych wydaniach niż moje (na pewno jest lepsza w aktualnym, Katalogowym wznowieniu). Ja posiadam wydanie z 1992, które ukazało się nakładem EMI, EMI Electrola oraz Kling Klang.6
         Zanim przejdę do części właściwej czyli wrażeń z odsłuchu, muszę napisać o wyposażeniu jakiego używam. Bez tego „replikacja” moich „badań” byłaby niemożliwa. Jest więc to komentarz metodologiczny, który też będzie uwzględniał specyfikę „badacza” (czyli mnie).
         Jako sprzętu odsłuchowego używam iPoda Video (tj. 5 generacja) o pojemności 80 Gb. Zamieniłem w nim system operacyjny Apple'a na Rockbox.7 Używane przeze mnie słuchawki to SoundMagic PL21 (dokanałowe, gumki S, jedyne jakie mi wchodzą). Warunki odsłuchu są domowe (w momencie pisania tekstu jestem sam w domu) i słuchawki izolują m.in. od dźwięku stukania w klawisze klawiatury.
        Odsłuch płyty został (a może ze względu na specyfikę mojej metody - zostanie) wykonany z plików OGG o średnim bitrate wynoszącym 120 kbps. Tak niski bitrate może szokować (128 kbps MP3 to taki standard, poniżej którego nie warto schodzić. Najniższa dopuszczalna wartość) stąd muszę nadmienić iż słucham w mono (1 kanał). Przy 1 kanale taki bitrate gwarantuje wysoką jakość (dla dwóch kanałów byłoby to ok. 240 kbps). Ponadto, format OGG jest lepiej przystosowany do zapisu audio i cechuje się wyższą jakością niż popularne i powszechne MP3.
        Nieprzypadkowo używam tylko 1 kanału. Ze względu na wcześniactwo, mam zupełnie wyłączone jedno ucho. Oznacza to iż słyszę tylko za pomocą drugiego ucha. Aby nie stracić na przyjemności z odsłuchu, przy zmianie kodowania dźwięku zawsze dodaję ustawienia związane z ilością kanałów.8 W ten sposób mam pewność, że słyszę wszystko, każde pojedyncze „Kling” jak również i „Klang”. Zdaję sobie jednak sprawę z tego iż moje doświadczenia opisane w tym tekście pomijają elementy możliwe do uzyskania tylko przy zastosowaniu odsłuchu stereofonicznego. Jak już wspomniałem, nie mam na to wpływu – odsłuch monofoniczny jest próbą kompensacji wrodzonych ułomności i wynika z konieczności.
        Tradycyjnie wykorzystywaną przeze mnie techniką jest opis wrażeń dźwiękowych sporządzany na bieżąco. Oznacza to iż co jakiś przerywam odsłuch w celu dokonania transkrypcji słownej tego, co dociera do mojego ucha. Taka forma wydaje się być stworzona do opisu muzyki elektronicznej – zwłaszcza tej stylistycznie zbliżonej bądź pokrewnej do Klausa Schulze czy Tangerine Dream. Długie, elektroniczne, rozimprowizowane pejzaże dźwiękowe Schulza jest ciężko w satysfakcjonujący, godny samego Mistrza gatunku opisać nie mniej mam na swoim koncie i taką próbę.9
         Album „Radio-Aktivität” w tytule (zarówno niemieckim jak i angielskim) zawiera w sobie dywiz. Jest on użyty nieprzypadkowo – sugeruje on podwójny temat tegoż longpleja. Mamy tu zarówno „Radio” jak i „ Radioaktivität”. W 37,5 minuty Kraftwerk ustami Ralfa przedstawia vor Publikum swój pierwszy w pełni elektronicznie nagrany i zrealizowany materiał.10 Trzeba przypomnieć (a nowicjuszy pouczyć) iż na „Autobahn” mieliśmy do czynienia (poza Minimoogiem jak i resztą sprzętu do czarowania słuchaczy elektrodźwiękami) także z gitarą i fletem (co prawda elektronicznie modulowanym ale jednak). Tu, na „Radio-Aktivität”, mamy w pełni elektroniczny osprzęt.
         Mamy tutaj zastosowanego Minimooga czy ARP Odyssey. Ralf i Florian grali także na Micromoogu oraz na Vako Orchestron (m.in. chórki). Nie wolno też zapominać o vocoderze – Kraftwerk niezwykle często korzysta z tego cudu techniki.11 To właśnie vocoder zapewnia specyficzne, maszynowe (a może lepiej – robotyczne) brzmienie głosu Ralfa w utworze „Die Roboter” („The Robots”). Pamiętać też należy o specyficznej perkusji używanej przez Kraftwerk. Jest to samodzielny wytwór, konstrukcja Pana Kling i Pana Klang12. Właśnie dzięki niej partie perkusyjne grane przez Kraftwerk są specyficzne. Ponadto, perkusja według duetu R+F zajmuje mniej miejsca niż typowy, „normalny” zestaw perkusyjny.
         Trzeba też wspomnieć o tym iż album ten jest dwujęzyczny. Utwory są przeważnie śpiewane zarówno po niemiecku jak i po angielsku. Poprzednie albumy w zasadzie były tylko instrumentalne (tytułowy "Autobahn" ma tekst tylko po niemiecku). Następne zaś, od "Trans Europe Express" są już wydawane w dwóch wersjach - niemieckiej i angielskiej (podział ten bywa modyfikowany np. francuskie wydanie "Trans Europe Express" zamiast "Showroom Dummies" ma francuską wersję tej piosenki - "Les Mannequines").
         Najważniejszym elementem niniejszego tekstu jest opis moich wrażeń dźwiękowych. Płytę otwiera utwór „Geigerzähler”. Jest to zapis pracy licznika Geigera. W trakcie słychać zmiany tempa i różne dźwięki generowane elektroniczne. Utwór ten płynnie przechodzi w kolejny – tytułowy „Radioaktivität”.
         Zaczyna się on partią chórków (zasługa Orchestrona) i kodem Morse'a. Po chwili wchodzi prosty, rozpoznawalny motyw na klawiszach i coś jakby szuranie kredą o tablicę (ale jest to robione przez jednego z perkusistów). Po minucie wchodzą, niemalże jednocześnie, Ralf ze swoim wokalem i perkusja. Słychać mocne echo uderzeń perkusistów. Ralf śpiewa ten utwór najpierw po angielsku. Później wróci on w wersji niemieckiej. Po wyśpiewanej zwrotce mamy kontynuacje rytmu oraz znowu Morse'a i chórki (inne niż na początku). Chórki wydają się być nieco w tle. Po skończeniu się „solówki na kod Morse'a”, w ten sam rytm i chórki śpiewa Ralf wersję niemiecką tegoż utworu. Jego głos jest delikatny i cichy. Brzmi pięknie. Wraz z końcem zwrotki mamy kolejne solo Morse'a. ;) Główny rytm wydaje się być grany z precyzją i tak rzeczywiście jest. Jest on grany „z ręki” - Kraftwerk zaczął używać sekwencerów dopiero w 1977 (album „Trans Europe Express”). W późniejszym powrocie wersji angielskiej słychać bardzo delikatne szumy, świsty z syntezatora. Ważnym elementem utworu jest progresja chórków, to jak się zmieniają. W zasadzie utwór byłby bardzo cienki. To one dodają mu klimatu i animują go (główny rytm wydaje się być nieco drętwy, powolny).
        Tytułowy „Radioaktivität” przechodzi w „Radioland”, który rozpoczyna się delikatnym „plumkaniem” (?), „pukaniem” na które nałożono pogłos bądź echo.13 Po chwili na ten dźwięk zostaje nałożone coś co brzmi subtelnie i delikatnie. Wówczas, po krótkiej chwili, mamy śpiew Ralfa. Po każdym wersie następuje seria elektronicznie generowanych efektów, brzmiących jak zakłócenia radiowe czy zwykła praca przetworników itp. (a przynajmniej tak ją sobie udźwiękowili R+F). Utwór zaczyna się po angielsku ale tekst ma również niemiecki. Część niemiecka jest przepuszczona przez vocoder. Po części niemieckiej następuje kolejna seria efektów „radiowych”. Dzięki nim utwór ma wspaniały klimat. Nie da się ich w prosty sposób opisać. To trzeba usłyszeć. Po jakimś czasie mamy znowu tekst angielski i efekty. Diabeł tkwi w szczegółach – te „radiowe efekty” stanowią o sile i jakości tego albumu. To one nadają mu klimat. Dla osoby elektronicznie niewrażliwej są tylko zbiorem bezsensownych, bezwartościowych pisków, buczeń, „Klingów” i „Klangów”. Dla osób takich jak ja, stanowią one sens życia, nadają tej muzyce tchnienie (a raczej „Atem”14 - z niem. oddech, tchnienie) tej muzyce. Także końcówka i tego utworu przechodzi płynnie w następny - Ätherwellen”. 
        Zaczyna się od pisków, stopniowo się nasilających. Brzmi to jakby coś się włączało. Potem mamy główny motyw i śpiew. Wchodzi szybka (jak na Kraftwerk) perkusja. Utwór ten jest bardzo dynamiczny. Śpiewany jest zarówno po angielsku jak i po niemiecku. Mam poczucie iż Ralf śpiewa go razem z Florianem. W ok. 2 minucie pojawia się jakiś pogłos czy coś nałożony na główny motyw zaś ok. 2:10 zaczyna się całkiem fajne i przyjemne solówki. Po około minucie mamy powrót do „podstawowej” wersji utworu wraz z wokalem Ralfem. Pod koniec zaczyna coś wibrować i delikatnie plumkać. Motyw się wycisza i wchodzi „Sendepause”.
        Jest to bardzo krótki przerywnik (zaledwie 14 sekund), prosty dżingiel radiowy. Niejako kończy się dopiero w następnym utworze - „Nachrichten”.
Brzmi on jak słabej jakości wiadomości z radia, przerywane mnóstwem efektów dźwiękowych. Słychać głosy Ralfa i Floriana. Przez 1,5 minuty rozkoszujemy się „kakofonią” radiowo-dźwiękową.
        Właśnie ten utwór wieńczy, wg Wikipedii, stronę A albumu „ Radio-Aktivität”. Zamyka jednocześnie pewną całość – pierwsze 6 utworów jest połączonych ze sobą w suitę. Najlepiej to słychać w pierwszych trzech, wyraźnie ze sobą zespolonych.
         Drugą część płyty otwiera elektropoemat „Die Stimme Der Energie”. Jest prosty i zawiera kolejną porcję tekstu (tym razem niemieckiego, bez względu na wydanie płyty) przepuszczoną przez vocoder. Tekst uświadamia nas iż prąd (tytułowy „Głos Energii” [elektrycznej]) jest „zarazem naszym panem i sługą”15. W końcu współczesne społeczeństwo bez prądu jest w zasadzie niezdolne do przetrwania.
        „Dźwięki prądu” przenoszą nas do kolejnego kawałka - „Antenne”. Rozpoczyna się od ciekawego, może nawet nieco hiphopowego bitu i od wokalu Ralfa. Monotonny rytm klawiszy i perkusji jest przyprawiony mnóstwem efektów dźwiękowych zaś na śpiew są zapewne nałożone jakieś efekty (ale nie vocoder). Pojawia się też krótkie solo po zwrotce „Radio Sender und Hörer sind wir / Spielen im Äther das Wellenklavier”16 Jest to kolejny dwujęzyczny utwór (i zarazem strona B singla „Radioaktivität”).
        Pulsacje prowadzą nas do „Radio Stars”. Wbrew pozorom (i na szczęście!) nie ma tu żadnych celebrytów radiowych a... pulsary i kwazary! Istne Kosmische Musik!17 Dużo elektronicznych efektów a jako bas robi... głos Ralfa (słowo „Sterne” wzmocnione basem). Potem głos zaczyna się zmieniać i przypomina zawodzenie, jęczenie (wciąż z podbitymi basami).
        Pulsacje postępują jeszcze przez chwilę i ulegają wyciszeniu. Wraz z tym wchodzą chórki. Na ich tle mamy dalszy ciąg Kosmosu. Kraftwerk w „Uran” nie śpiewa jednak o Kosmosie ale o tytułowym pierwiastku. Utwór ten jest śpiewany przez Ralfa-kosmitę zarówno po angielsku jak i po niemiecku. Nie kończy się przejściem do kolejnego utworu na płycie. Tylko te dwa utwory na stronie B (tzn. „Radio Stars” i „Uran” są ze sobą zespolone).
        Przedostatnim utworem jest „Transistor”. Zaczyna się jakimś efektem (i pojawia się jakieś dziwne słowo albo coś co brzmi jak błąd techniczny). Potem następuje partia elektrycznego pianina wzbogacona delikatnymi efektami. Całość brzmi tak jakby to był popis jakiegoś ElektroChopina czy innego ElektroMozarta (a może raczej ElektroBacha, zdecydowanie bardzo bliskiego Niemcom). Kończy się „chłodno” po zaledwie dwóch minutach. Nie ma w nim przejścia do ostatniego kawałka skomponowanego na potrzeby tegoż albumu.
        Ostatni z 12 utworów ma tytuł „Ohm Sweet Ohm”. Rozpoczyna go vocoderowy głos wymawiający właśnie te słowa. Po krótkiej chwili (ok. 50 sekund) głos zanika i wchodzi melodia (z wyraźnym chociaż cichym basem). Jest bardzo powolna i delikatna. Także partie perkusyjne są powolne i delikatne. Po kolejnej minucie utwór przyśpiesza. Tak, jakby poprzednią minutę puszczono z taśmy ale na zwiększonych obrotach. W 3 minucie mamy „gwizdek”. Pojawiają się dźwięki „gwizdopodobne”. Utwór podlega stopniowym transformacjom. Już po niecałych 30 sekundach nabiera bardziej rytmicznej postaci i takąż zachowuje aż do końca. W ostatniej minucie (i na trochę przed nią) mamy coś co brzmi jakby mocno zmodulowane organy. Nie ma tutaj żadnych „radiowych efektów” które mocno wzbogacają i upiększają ten album. „Ohm Sweet Ohm” kończy się stopniowym wyciszeniem, aż do zera.
       Wraz z ostatnimi dźwiękami tego utworu kończy się też koniec „Radio-Aktivität”. Nie oznacza to końca historii związanej z tym albumem i końca niniejszej recenzji. Jak już wspomniałem, album ten był grany w całości w ramach Retrospektyw („Antenne” brzmi niesamowicie, może nawet lepiej niż w leciwym, bądź co bądź, oryginale). Do tej pory na koncertach pojawiał się tylko tytułowy utwór (wyjątek: koncerty z 1976 – grano także na nich inne kawałki z tej płyty jak i demówki z niewydanego jeszcze Trans Europa Express – takie coś (czyli Kraftwerk grający coś zupełnie nowego i nieopublikowanego) miało później miejsce tylko w 199718/1998 i 200219 !). 
       W 1981 roku Kraftwerk grał na żywo tytułowy utwór ale ze zmienionym tekstem (już mniej optymistycznym i wesołym). Do niego wrócili jeszcze raz, w 1991 na albumie „The Mix” i trasie do niego. „The Mix” zawiera m.in. nową wersję „Radioaktivität”, na kanwie której nasi Musikarbeiterzy przygotowują kolejne wersje koncertowe. Ostatnia (2013) znana mi wersja tego utworu20 do kultowego już tekstu „Tshernobyl, Harrisburg, Sellafield” wnosi na końcu „Fukishima” (ku pamięci wybuchu w elektrowni w Japonii). W Hongkongu też się pojawił fragment po japońsku lub po chińsku. Jak zabrzmi w Poznaniu? Czy Ralfowi ktoś powie, że Radioaktywność oznacza Radioactivity? :) Tego dowiemy się (jak i innych rzeczy, które nurtują podmioty odbierające wyniki Musikarbeit naszych Deutsche Musikarbeiterów21) dopiero w najbliższy piątek, 28.06.2013.
        Brakującym ogniwem w tej recenzji jest ocena przedmiotu podlegającego recenzji. O albumie tym, tak jak o innych albumach Kraftwerk, można powiedzieć tyle złego iż są zdecydowanie za krótkie. Radio-Aktivität” ma w sobie to coś, co przyciąga – nie jest przesadnie zrytmizowany (najbardziej rytmicznym i wpadającym w ucho utworem jest „Antenne”) a jednocześnie zawiera mnóstwo smaczków i detali które tworzą klimat i spajają ze sobą poszczególne utwory. Kraftwerk dba o perfekcję. Są fetyszystami dźwięku. Każdy najdrobniejszy detal musi być zatwierdzony przez Ralfa. Nie da się nie zauważyć postępu brzmieniowego – z zespołu krautrockowego, Kraftwerk stał się innowatorem w dziedzinie muzyki elektronicznej. Do tego dążyli. To technika musiała nadążyć za nimi. Technika też pozwoliła im na zrealizowanie ich wizji – jedną z nich przedstawili właśnie na tej płycie. Elektroniczna uczta godna najwyższych not. Mamy tu wszystko o czym Kraftwerk mówi w „Expo 2000”22 - Mensch (czyli nasi Musikarbeiterzy), Maschine (syntezatory, sprzęt związany z radiem i elektrowniami atomowymi), Technik (chyba nie trzeba już tłumaczyć). Kraftwerk to „czwórca” w trójcy zaklęta – 4 muzyków i Mensch, Maschine und Technik (a może raczej Musiktechnik – technika w służbie muzyki?). Wszystko to można sprowadzić do zaledwie 3 słów – Music Non Stop!

Postscriptum:
Wprowadziłem kilka drobnych poprawek w tekście, których nie ma w wersji zapisanej na moim komputerze. Niestety, edytor Bloggerowy nie jest tak zaawansowany jak Writer (LibreOffice) więc nie mogę zbyt wiele na nim zrobić, nawet akapity musiałem ręcznie wprowadzić. Dobrze, że chociaż przypisy się zachowały. Tekst ten jest nieco w klimatach mojej pracy licencjackiej (stylistycznie, bo praca jest o czymś zupełnie innym) - stąd ten pomysł z metodologią, "badaniami". Tekst ten jest efektem nudy, kreatywnym sposobem spędzenia czasu.

Dodatki:



Zdjęcie przedstawia okładkę europejskiego wydania tego albumu. Niemiecka różni się tylko napisem „Radio-Aktivität”.

Próbka audio:
Radio-Activity, 1975 - cały album (ok. 37,5 minuty)

 
Przypisy: 
1Tak było to grane bodajże w 1975. Wstęp ten rozpoczynał się bodajże słowami „Die Sonne toent [...]”.
2Z takim określeniem można się również spotkać. Odnosi się ono do tego jak bardzo wpływowym zespołem jest Kraftwerk.
3Celowe nawiązania do tytułów utworów instrumentalnych z albumu „The Man Machine” (1978).
4Kto kojarzy improwizację wokalną Ralfa śpiewaną podczas Autobahn ten zrozumie czemu w taki sposób zapisałem nazwę miasta Katowice.
5Małe, przenośne radio made in Germany z lat 30.
6Po więcej szczegółów zapraszam: http://www.discogs.com/Kraftwerk-Radio-Aktivit%C3%A4t/release/2124379
7Nie zamierzam więcej o nim pisać – po szczegóły zapraszam na www.rockbox.org.
8Historia związana z tym jak to odkryłem jest niezwiązana z Kraftwerk i dlatego nie zostanie tutaj omówiona.
9Zapraszam do lektury: http://pacisfear.blogspot.com/2013/04/01042013-elektrozimowe-rozwazania.html post na moim blogu „Elektrozimowe rozważania Mistrza S.”.
10Określenie „vor Publikum” nawiązuje do podsekcji na bootlegu „Vor Uns Metropolis” z 1998 roku. Zawiera on pierwsze trzy albumy Kraftwerk (czasem je określam mianem „Krautwerk” - Kraftwerk wówczas grali grautrocka) a także nagrania koncertowe z 1975 roku (podpisane właśnie jako „Und Vor Publikum”). Źródło: http://www.twingokraftwerk.com/bootlegs/html/vorunsmetropolis-2cd.html data dostępu: 26.06.2013
11Ten krótki spis instrumentarium pochodzi z http://en.wikipedia.org/wiki/Radio-Activity . Nie jestem ekspertem od syntezatorów by samodzielnie wskazać z czego korzystał zespół wówczas.
12Ralf i Florian sami skonstruowali elektroniczną perkusję. Bodajże mają na nią patenty. Właśnie na tych padach grają Wolfgang i Karl. Widać to na ilustracji na back coverze starszych (pre-Katalogowych) wydań „Autobahn”. Określenia te pochodzą z książki Davida Buckleya „Kraftwerk. Publikation”.
13Z wielką trudnością przychodzi mi deskrypcja dźwięków. Trudno bowiem jest opisać dźwięki generowane elektronicznie. Syntezator może bowiem brzmieć jak tradycyjny instrument (vide gitara zagrana na Minimoogu w utworze „Gringo Nero” Klausa Schulze (album „Beyond Recall” z 1991) … albo jak syntezator. I to jest właśnie najtrudniejsza część opisu brzmienia syntezatora. Jak można w kategoriach i w sposób ludzki opisać coś, co jest ponadludzkie i pochodzi ze świata maszyn? Chyba tylko Kraftwerk potrafi codzienność (np. jazdę na rowerze, słuchanie radia) opisać w nadzwyczajnie prosty i zarazem skomplikowany sposób. Świat ludzi opisać światem maszyn.
14Atem to tytuł trzecie albumu Tangerine Dream. Ostatniego przed wielką i wpływową Phaedrą (o której napisałem dość ciekawe, „ćpuńskie” opowiadanie - http://pacisfear.blogspot.com/2012/08/03082012-phaedra-czyli-oope.html tekst na moim blogu, „Phaedra czyli OOPE”.
15Moje tłumaczenie fragmentu tekstu do tego utworu. Jako autorzy podani są: Ralf Hütter, Florian Schneider i Emil Schult.
16Tekst wziąłem z: http://lyrics.wikia.com/Kraftwerk:Antenne, data dostępu: 26.06.2013
17Nie oczekujcie jednak Kosmosu w rodzaju albumu „Alpha Centaurii” Tangerine Dream (1971).
18Kraftwerk zagrał 3 utwory. Posiadam w swojej kolekcji bootleg „Computersinfonien” (Karlsruhe, 18.10.1997) na którym w świetnej jakości są zaprezentowane wszystkie trzy innowacje. http://www.discogs.com/Kraftwerk-Computersinfonien/release/1535468
19Tu na pewno było grane „Airwaves/Tango” czyli „Airwaves” („Ätherwellen”) z instrumentalnym ciągiem dalszym. Swoją premierę ta wersja miała w 1997 roku.
20http://www.youtube.com/watch?v=Np5vYdsUp44 – Kraftwerk gra Radioactivity w Hongkongu, 04.05.2013,
21Ralf nigdy nie powie o sobie, że jest muzykiem. Odcina się od „celebryckości” i unika wywiadów. Zawsze się określa (a także Kraftwerk) jako „muzyczni robotnicy” (gdyż – jeśli wierzyć temu co mówią – pracują w studiu codziennie po 10 godzin, 365 dni w roku). Stąd nawiązałem do tego.
22„Expo 2000” jest to dżingiel zrobiony na tą wystawę. Z 4 sekundowego dżingla zrobili cały utwór. Został on wydany na singlu w 1999 roku. Jest to pierwszy nowy i oficjalnie wydany utwór Kraftwerk od czasu albumu „The Mix” z 1991.

1 komentarz:

  1. Przeczytałam. Mam moc.
    Twoja dzisiejsza twórczość jest bardzo różna od tej tutaj. Bardzo długi wpis, aż do znudzenia ale ciekawa treść, fajnie napisana i można przez to przejść. Mimo, że część tekstu musiałam czytać po dwa razy... Sam mówiłeś, że podobne do Twojego licencjatu, więc trzeba to czytać z uwagą :3

    Życzę weny twórczej na nową recenzję, której wyczekuję z niecierpliwością :*

    OdpowiedzUsuń